Trzeci i czwarty miesiąc życia maluszka

Od ostatniego wpisu z serii ,,życie Maluszka” minęło ponad dwa miesiące. Przez ten czas dostawałam sporo zapytań czy wszystko u nas w porządku. Z tego miejsca chciałabym serdecznie podziękować za troskę i zainteresowanie – żyjemy i mamy się dobrze.

Ostatnie dwa miesiące były bardzo zajmujące i najzwyczajniej w świecie nie znajdowałam czasu, by usiąść i napisać cokolwiek. Z resztą nawet, kiedy okazywało się, że mam wolną chwilę, wolałam usiąść i nabrać sił na dalsze dzieciozmagania. Wierzę, że mi to wybaczycie.

To tak tytułem wstępu.

Teo za dwa tygodnie skończy 5 miesięcy. Zapraszam na wpis o tym, co działo się w trzecim i czwartym miesiącu jego życia.

  1. Rosnę i rosnę…

Kiedy urodził się Teo miałam już wiedzę o tym, że dzieci bardzo szybko rosną niemniej jednak wciąż zaskakuje mnie jak szybko. Mam wrażenie, że Teodor staje się dłuższy każdej kolejnej nocy. Żartuję sobie, że za moment urośnie całkiem i zacznie chodzić na randki. Obecnie mierzy całe 73 cm i waży mniej więcej 7 kg. Podczas ostatniego szczepienia pod koniec marca ważył 6870g więc zakładam, że obecnie przekroczył już magiczną barierę siódemki w wadze. Z zadowoleniem jednak stwierdzam, że początkowe tygodniowe przyrosty na poziomie 400g się uspokoiły i zaczynam wierzyć, że jako półroczny chłopiec nie będzie ważył dziesięciu kilogramów.

  1. Ja tu ustalam zasady

Zauważyliście, że ilekroć coś sobie zaplanujecie w oparciu o dotychczasowy schemat snu i czuwania Waszych dzieci to one natychmiast wszystko sobie ustalają na nowo? Ja właśnie doszłam do takich wniosków. Kiedy już pochwaliłam się wszystkim, że poranki Teo w sumie całkiem ładnie przesypia z małymi przerwami na karmienie i od godziny 20 do północy śpi niczym anioł, on postanowił przestać spać rano.

Wstajemy o 6.30 – jakby miał wbudowany budzik. Po nocnym karmieniu wciąż zostaje z nami w łóżku więc te pobudki nie są jedynie głosowe. Pod koniec marca odkrył, że uderzanie małą rączką po twarzy mojej czy męża jest najbardziej efektywnym sposobem budzenia. I nie ma zmiłuj, bo choćbym udawała, że wcale mi to nie przeszkadza i modliła się w duchu, że za moment na milion procent zrozumie, że jeszcze jest bardzo wcześnie i zaśnie, to do klepania i paluszków wkładanych do mojego nosa oraz oczu i ust dochodzi radosne ,,iiiiaaaaa” zahaczające o rejestr gwizdkowy. Tego nie można zignorować, przeczekać czy przespać.  Więc wstajemy. I do godziny 12 recytuję mu wierszyki, śpiewam piosenki czy bawimy się w ,,a ku – ku”. Bardzo lubi też obserwować ludzi na ulicy więc siadamy przy parapecie i pokazuję mu wszystko co się dzieje. Przez ten czas dużo mówię – praktycznie non stop, więc kiedy zapadnie na 30 minutową drzemkę (sic!) mam gardło już całkiem zmęczone. Całe szczęście godzina 20 to dalej świętość i niech tylko ktoś spróbuje przesunąć godzinę spania choćby o pół godziny to mamy mały atak złości. Nie często się to zdarza, bo godzina wieczornego usypiania jest dla mnie absolutną świętością i czekam na nią przez cały dzień.

  1. Lubię – nie lubię

Jako 14 tygodniowy brzdąc, Teodor stał się całkiem wylewny w swoich opiniach. Kiedy coś mu się podoba , dajmy na to spacerowanie po domu na rękach, to dopóki mu się to nie znudzi, każdą próbę odłożenia go na matę lub do leżaczka okrasza krzykiem, płaczem i autentyczną, niemowlęcą złością.

Mniej więcej w okolicy 15 tygodnia życia zaczął się przewracać z plecków na brzuszek i tak mu się to spodobało, że nie chce leżeć na plecach. Po karmieniu przez dłuższą chwilę nie możemy go położyć nigdzie, choć to jedyny czas kiedy jest w stanie poleżeć spokojnie, ponieważ w czasie milisekundy ląduje na brzuszku. A wtedy mleczko wraca i znów jest głodny.

Leżenie na brzuszku polubił do tego stopnia, że nawet przez sen robi ,,bęc” na brzuch. Początkowo panicznie obracałam go na plecy, ale zauważyłam, że radzi sobie całkiem dobrze z obracaniem buźki na boki więc obecnie po prostu go nadzoruję, żeby w odpowiednim czasie zareagować. Po części go rozumiem – też uwielbiam spać na brzuchu.

  1. Pan Teo był chory…

Choroba jaka dopadła Teo w marcu była jednym z głównych powodów ciszy na blogu. W marcu Pierworodna przyniosła ze szkoły jakiegoś wirusa. Pokichała, posmarkała dwa dni i jej przeszło. Przez ten czas jak żandarm pilnowałam, żeby nie okazywała bratu zbyt wylewnie czułości ale niestety, Teodor zaczął kasłać. Początkowo delikatnie więc bardziej niż kaszlu obawiając się kataru, liczyłam, że jemu również przejdzie, skoro jadł ładnie, gorączki nie miał i w gruncie rzeczy był bardzo pogodny.

Któregoś dnia jednak kaszel się nasilił i to do tego stopnia, że podczas kasłania zaczęło mu się ulewać. A z tym nie mógł sobie poradzić i zaczynał się dławić. Na szczęście po podniesieniu go do pozycji pionowej wszystko się stabilizowało, ale przez jeden cały dzień przeżywałam kilkukrotnie mikrozawały. Pech chciał, że była to sobota, więc udaliśmy się na pomoc doraźną w jednej z poznańskich przychodni. Pani doktor stwierdziła, że to nie od oskrzeli czy płuc jak wyobrażałam sobie w najczarniejszych scenariuszach a jedynie katar spływa mu do gardełka i odkasłując, Teo próbuje się go pozbyć. Zalecenia? Nasivin i witamina C a do odciągania Katarek. Uradowana, że w sumie to tylko drobna infekcja pobiegłam do apteki po leki i byłam pewna, że pomogą. We wtorek nie było żadnej poprawy a nawet miałam wrażenie, że nosek ma zapchany jeszcze bardziej. Udaliśmy się jednak do LuxMed’u wierząc, że pewnie poprzednia diagnoza była chybiona i teraz zdiagnozują go lepiej. Pani doktor jednak ponownie stwierdziła, że osłuchowo wszystko w porządku a dolega tylko katar. Zalecenia? Zwiększyć ilość witaminy C i zgłosić się w piątek na osłuchanie. Przez kolejne dni wciąż miał katar ale nie nasilał się a w związku z tym, że na dworze oddychało mu się najlepiej, starałam się dużo czasu przebywać na powietrzu. W piątek w dniu kontroli katar był już całkiem znośny i w sumie nasilał się jedynie przy zmianie temperatury otoczenia.  Wróciliśmy do domu i lekko odetchnęliśmy z ulgą. W końcu katar zniknął całkiem.

I można by pomyśleć, że już zaczęło być znów miło i radośnie, ale musiało przypałętać się coś jeszcze. Jedno oczko zaczęło okropnie ropieć. Rano odmaczałam mu rzęski solą fizjologiczną, bo nie mógł otworzyć oczka i w ciągu dnia też wielokrotnie je przemywałam, bo zbierała mu się zielonkawa wydzielina. Ponownie trafiliśmy do lekarza. Diagnoza? Zapalenie spojówek. Dostał antybiotyk w kropelkach i nakaz przemywania oczu naparem ze świetlika. Ostatecznie utrzymywało się to przez prawie dwa tygodnie i tak wkroczyliśmy w kwiecień. Na chwilę obecną jest zdrowy – odpukać. I niech tak zostanie.

  1. Wciąż się uczę

Przez ostatnie dwa miesiące Teoś nabył całkiem sporo umiejętności. Pierwszą było odkrycie faktu posiadania dłoni. Najpierw je oglądał, następnie lizał i badał w każdy możliwy sposób. Nie minęło dużo czasu i pokapował się, że mając dłonie, można nimi chwytać zabawki. Początkowo chwytał grzechotki bardzo niezdarnie ale z zapałem ćwiczył i w końcu opanował sztukę trafiania do buzi wszystkim, co znajduje się w zasięgu jego dłoni.

Nauczył się też wspomnianego wcześniej przekręcania na brzuch choć wciąż ma problem z powrotem na plecki. Zaczyna się denerwować i trzeba mu pomóc. A kiedy już leży na pleckach to po dziesięciu sekundach ponownie jest na brzuszku do momentu, aż znów się nie zdenerwuje.

W związku z nabyciem tej umiejętności pojawiła się inna – pełzanie. Potrafi doczołgać się, doturlać lub w tylko sobie wiadomy sposób przemieścić do zabawki, która leży nieco dalej niż na wyciągnięcie ręki. Jest przy tym niesamowicie uparty i ambitny – nie przestanie dopóki nie dosięgnie i mam wrażenie, że nie lubi kiedy ktoś mu tę zabawkę podsunie nieco bliżej. W ogóle ostatnio przestałam go znajdować w miejscu w którym go zostawiłam na macie.

Od nieśmiałych uśmiechów powoli przechodzi do chichrania się w głos choć nie jest zbyt skory do takiego ekspresyjnego wyrażania radości. Naprawdę muszę się nagimnastykować, aby takie zanoszenie się śmiechem usłyszeć. Na szczęście uśmiecha się cały czas.

I gada. Stał się bardzo rozmowny. Na początku marca te nasze pobudki o 6.30 powodowały to, że ja sama przez parę godzin mówiłam a on słuchał. Teraz uczestniczy w dialogu. Ja coś powiem, on odpowiada. Powoli zaczyna wydawać dźwięki bardziej przypominające sylaby niż pojedyncze głoski. Ale powoli… Ma czas.

  1. Uwielbiam jeść

Wciąż karmimy się piersią, choć sama  jestem w szoku, bo Werki niestety nie udało mi się wykarmić. Teraz podeszłam do tego inaczej stawiając sobie jedynie małe cele – na razie z sukcesem.

Teo lubi jeść. Mleko z butelki, które musiałam odciągnąć gdy zmuszona byłam wyjść z domu bez niego wypił ale i tak wybiera pierś. Próbowałam podać mu nieco wody, kiedy byliśmy po za domem i było ciepło a nie było okoliczności by nakarmić go piersią, ale nie bardzo chciał. Raz miałam wrażenie, że bolał go brzuszek i chciałam podać mu herbatkę z kopru włoskiego, ale również odmówił.

Wiem, że WHO zaleca wyłączne karmienie piersią do ukończenia 6 miesiąca życia dziecka i zdaję sobie sprawę, że zaraz polecą na mnie gromy, ale Teo dostał już pierwsze marchewki do spróbowania. Nie na zasadzie pełnego posiłku zamiast mleka, ale w ramach ,,łyżeczka, byś poznał smak”. I od początku to jedzenie mu zasmakowało. Byłam bardzo zdziwiona ale nie ukrywając również dumna, że od początku załapał jedzenie łyżeczką. I teraz idzie mu coraz lepiej.

Bałam się, że przy alergii na białko krowie będzie problem z rozszerzaniem diety, ale okazało się przez przypadek, że albo źle go zdiagnozowano, albo alergia mu przeszła, bo zjadłam kanapkę z serem a wcześniej wołowinę i absolutnie nic mu się nie stało. Nie płakał, nie krzyczał, nie napinał się, nie dostał też wysypki ani nic. Nawet nie wiecie, jaki kamień spadł mi z serca.

Nawet nie wiecie jak szybko minęły mi te dwa ostatnie miesiące. Marzec w sumie w całości poświęcony był choremu Teodorowi a kwiecień przeleciał tak, że nawet nie zauważyłam kiedy zrobił się maj. W poniedziałek mój maluszek skończył 19 tygodni.

Dalej jestem w nim niesamowicie zakochana i na nowo zaczynam doceniać fakt bycia mamą. Cieszy mnie to, że tegoroczne wakacje spędzimy w czwórkę zwłaszcza, że Weronika jest starszą siostrą na medal. Teoś jest wpatrzony w nią jak w obrazek. Miło widzieć więź jaka się między nimi wytworzyła mimo różnicy wieku.

A jak miewają się Wasze maluszki?

Poniżej porcja zdjęć z ostatnich tygodni:

IMG_1995IMG_1931IMG_1884IMG_1974unnamed (1)unnamed (2)unnamed

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s