Pierwszy miesiąc życia maluszka

Czas pędzi jak szalony; wydaje się, że Teo dopiero co pojawił się w naszym życiu stawiając ja na głowie a okazuje się, że parę dni temu skończył pierwszy miesiąc życia. Nie jest już noworodkiem – stał się niemowlakiem.

Pierwszy miesiąc życia maluszka upływa na uczeniu się siebie nawzajem. Mimo, iż Teodor jest moim drugim dzieckiem, miałam wrażenie, że wszystko było inne i nowe. Może wpłynął na to fakt, że między nim a Weroniką jest prawie siedem lat różnicy a może dlatego, że każde dziecko jest inne.

  1. Spanie

Nauczona doświadczeniem nabytym przy Isi miałam optymistyczną wizję maluszka śpiącego przez większą część doby, budzącego się jedynie na karmienie, ewentualnie oznajmiającego donośnie fakt zapełnienia pieluszki. Już pierwszej nocy w szpitalu moje wyobrażenie zostało drastycznie zweryfikowane – Teo ani myślał spać. Owszem, drzemał sobie przy piersi albo w moich ramionach, ale próby odłożenia go do łóżeczka kończyły się głośnym protestem. Trwało to przez pierwszy miesiąc nieomal przy każdej próbie uśpienia go, zupełnie jakby miał wbudowany ,,czujnik materaca” – budził się za każdym razem gdy tylko jego plecki na nim lądowały. Teraz jest trochę lepiej i wieczorami oraz w nocy, kiedy już zaśnie na rękach pozwala się przełożyć do swojego łóżka.

  1. Prawy do lewego… Czyli karmienie

Zanim Teo przyszedł na świat dużo naczytałam się o karmieniu piersią. Weroniki nie udało mi się karmić – nie wiem czy było to spowodowane moją niedostatecznie silną wolą czy też brakiem odpowiednich ludzi, którzy mogliby mnie pokierować. Niemniej Pierworodną wykarmiła butelka z mlekiem modyfikowanym. Tym razem postawiłam sobie za punkt honoru dołożyć wszelkich starań, by karmić syna najdłużej jak się da.
Magazyny dla przyszłych mam, fora internetowe i inne artykuły uczyły wprawdzie, że noworodek powinien być karmiony na żądanie aby pobudzić piersi do produkcji mleka. Uprzedzona zostałam także, że karmienie co trzy godziny to absolutna norma, bo mleko mamy jest mniej sycące niż sztuczna mieszanka i dużo szybciej ulega strawieniu. Jednak w najbardziej czarnych scenariuszach nie brałam pod uwagę, że początek naszej drogi mlecznej będzie polegał na całodobowym niemal wiszeniu ,,na cycu”. Bywały dni, kiedy dosłownie zmieniałam jedynie pierś z której karmiłam. Ktoś mógłby pomyśleć, że widocznie maluszek się nie najadał – wyprowadzam z błędu; cotygodniowe ważenie wykazywało średni przyrost wagi na poziomie 400g, co daje nam 200% normy jak u komunistycznego przodownika pracy. W końcu zaczęłam żartować, że w moich piersiach nie ma mleka tylko śmietana. Przez ten jeden miesiąc Teo przybrał 1430g.

  1. Kontener na zużyte pampersy

Kompletując wyprawkę przed porodem kupiłam dwie paczki pampersów. Zdecydowałam się na Pampers Premium Care po przeczytaniu i wysłuchaniu dziesiątek opinii. Jedną paczkę zawierającą 22 sztuki zapakowałam do szpitala, bo choć wiedziałam, że szpital w którym zamierzałam rodzić pieluszki zapewnia, wolałam być przygotowana na ewentualną klęskę urodzaju w tym temacie. Drugą, która zawierała aż 88 sztuk, rozpakowałam układając pieluszki w koszyku koło przewijaka by straciły charakterystyczny dla pieluch zapach. Dostałam także kilkanaście pieluszek firmy Dada od kuzynki więc na początek wszystkich było ponad 100. Kiedy 21 grudnia wychodziłam ze szpitala do domu byłam pewna, że po pampersy pójdziemy dopiero po świętach, raczej bliżej nowego roku niż dalej. Okazało się jednak, iż założenie czystej pieluszki nastrajało mojego synka do natychmiastowego zwiększenia produkcji, co w efekcie kończyło się tym, że jedna sesja przewijania pochłaniała nawet cztery pampersy, okraszona błogim uśmiechem na buźce Teodora. Z przerażeniem spostrzegłam już pierwszego dnia świąt, że najpóźniej w pierwszy dzień po świętach będzie trzeba uzupełnić zapasy, bo stopniały niemalże całkowicie. Całe szczęście goście wiedzą, że pieluszki to towar pierwszej potrzeby. Teraz już jestem już bardziej przewidująca, choć na szczęście ilość pieluszek zmienianych w ciągu doby przestała zahaczać o końcówkę ,,-naście”.

  1. Doopna sprawa

Nie wiemy dlaczego, ale już w szpitalu Teoś nabawił się odparzenia. Podejrzewałam, że nie przypasował mu używany tam krem do pupy i byłam pewna, że wybrany przeze mnie naturalny krem wyleczy to lekkie odparzenie i zabezpieczy pupę przed powstawaniem nowego. Pierwszy tydzień nie było poprawy ale nie było też gorzej więc położna, którą zapytałam o to, co z tym zrobić powiedziała, że to taki etap, kiedy każdy ,,bączek” wiąże się z małą ilością oddanej kupki. Obiecała, że w miarę jak będzie się regulowało jego trawienie i kupki staną się bardziej zwarte (co miało nastąpić na dniach) problem minie. Odstawiliśmy jednak krem z Momme choć moje oczy wciąż tęsknie spoglądały w jego kierunku i wprowadziliśmy znany od lat Alantan w maści. Widać było, że daje Maluszkowi ukojenie ale nawet w miarę stosowania nie przynosił poprawy. Pod koniec drugiego tygodnia sytuacja zaczęła się pogarszać i wtedy wytoczyliśmy cięższe działa – kupiliśmy Sudocrem. Fora internetowe aż pękają w szwach od opinii mam zachwyconych jego działaniem i gwarantujących jego skuteczność. Nam nie pomógł a wręcz zaszkodził powodując pojawianie się nadżerek na delikatnej pupie synka. Przycisnęliśmy więc położną do ściany i zasugerowała przemywanie pupy roztworem nadmanganianu potasu, co okazało się absolutnym strzałem w dziesiątkę. Dzięki niemu pierwszy miesiąc zakończyliśmy z prawie ostatecznie wygojonym odparzeniem.

  1. Ja rosnę i rosnę

Teodor urodził się mając 53 cm długości więc w dniu wypisu, kiedy ubrałam go w przygotowany specjalnie na tę okazję ,,outfit” w rozmiarze 56, praktycznie się w nim topił. Za długie rękawki, nogawki i ogólnie nieco workowaty całokształt. Pod koniec pierwszego miesiąca życia komoda maluszka, wraz z nabyciem przez niego trzeciego podbródka, została opróżniona z ubranek w rozmiarze 50 i 56. Powinnam wiedzieć wcześniej, że wielu ubranek pewnie nie założy ani razu, ale i tak jakoś mi ich szkoda.

  1. Rytuały

Kąpiel przez cały pierwszy miesiąc odbywała się co dwa dni. Początkowo w akompaniamencie głośnego płaczu, później, kiedy wpadłam w końcu na to, że Teo zapewne woli cieplejszą wodę , kąpiel mijała w atmosferze prawdziwego SPA. Śmietanka do kąpieli od Momme sprawdziła się rewelacyjnie – skóra maluszka była czysta ale bez śladów przesuszenia. Mimo to oliwka firmy HiPP została włączona do kąpielowej rutyny. Używam jej do masażu niemowlęcia. To taka chwila tylko dla nas – opowiadam mu wtedy o tym co będziemy robić następnego dnia, wspólnie liczymy maleńkie paluszki. To moja ulubiona część kąpieli i wydaje mi się, że Teo także ją lubi.

  1. Gimnastyka

Teo od początku bardzo lubił leżeć na brzuszku. Zakładam, że to dziedziczne – sama nie mogę doczekać się momentu, kiedy bez obaw o zastój mleka będę mogła poleniuchować w tej pozycji. Już w szpitalu dość sztywno trzymał główkę. W domu okazało się, że z każdym kolejnym dniem coraz lepiej idzie mu obserwowanie nas z pozycji sfinksa. Powiedzcie, czy Wasze maleństwa też tak miały? Położna mówi, że to trochę za szybko, ale nie wiem jak mu wytłumaczyć, że powinien przestać tak się gimnastykować.

Wchodząc w drugi miesiąc widzę, że Teodor bardzo się zmienia. Praktycznie każdy dzień przynosi kolejne osiągnięcia. Ale o tym już za miesiąc.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s