„Wish list”- plany na kosmetyczne grzeszki

             Mam świadomość tego, że cena i jakość nie zawsze idą w parze. Mam w swoim zbiorze całą masę kosmetyków, które kosztują prawdziwe grosze a spisują się równie dobrze, lub nawet lepiej, niż ich droższe, firmowe odpowiedniki. Jest jednak kilka kosmetyków, które przewijają się przez moją głowę z natarczywością czkawki, mimo iż ich cena daleka jest od rozsądnej.

              Tłumaczę to sobie faktem, że jestem tylko kobietą i mam w sobie jakieś srocze cechy, więc podświadomie ciągnie mnie do rzeczy ładnych, luksusowych. Zdaję sobie sprawę, że zakup ich może okazać się kompletnym niewypałem i w razie czego będę żałować zakupu milion razy bardziej niż w przypadku zakupu kosmetyku podobnego ale bardziej lifestylowej marki. Niemniej chciałabym przekonać się na własnej skórze, czy rzeczywiście te kosmetyki o których już od długiego czasu huczy YouTube i inne blogi są warte uwagi, czy może marki mają po prostu świetnych speców od marketingu.

                Moja lista zawiera cztery produkty. Tylko cztery lub aż cztery. Gdyby zsumować wartość tych czterech myślę, że mogłabym obdarować kosmetykami do pełnego makijażu siebie, moją mamę i teściową (zwłaszcza, że na dniach zaczyna się promocja -49% na kolorówkę w Rossmannie).

  1. Chanel – Rouge Allure Velvet

s162380_xlarge

Lubię pomadki. Wszelkiego rodzaju i koloru, jednak największą miłością darzę pomadki o matowym lub satynowym wykończeniu. W poszukiwaniu idealnej matowej czerwieni przeszłam już kilka drogerii i perfumerii i sprawdziłam wiele produktów marek tańszych i tych najbardziej luksusowych. Do odcienia  38 ,,La Fascinante” podchodziłam kilka razy. Pierwsze próby były nieśmiałe i wykonałam jedynie kilka prób na dłoni. Pierwszym, co rzuciło mi się w oczy po za odcieniem, który wyraźnie krzyczał do mnie ,,jestem tym czego szukasz” , była niesamowicie przyjemna konsystencja. Spodziewałam się raczej tępego sztyftu a tymczasem szminka przesunęła się po mojej ręce jak masło. Wykończenie nie jest takim typowym matem jakie oferuje Golden Rose na przykład. Jest to rzeczywiście aksamitnie satynowe wykończenie.  Po nałożeniu na usta taka sama bajka – nie czułam spierzchniętych ust. Nie miałam wrażenia, że widać każdą suchą skórkę, co miało miejsce w przypadku innych pomadek. Po nałożeniu miałam na ustach po prostu piękny kolor: lekko zgaszoną czerwień, która zrobi za mnie prawie cały makijaż. Trwałość – ciężko ocenić, bo wyniosłam ją na ustach jedynie z perfumerii i po prostu kontynuowałam spacer po galerii handlowej. Choć mała przekąska w postaci Grześka nie pozostawiła jej bez uszczerbku. Może jestem dziwna, ale nie oczekuję od pomadki 24h trwałości. Chcę jedynie by trzymała się w granicach średniej i jej ewentualne ,,zjadanie się” przebiegało równomiernie, bez zostawiania wyjedzonego środka ust. I to ta szminka mi właśnie zagwarantowała. Dodatkowo na plus jest opakowanie. Pięknie lśniące, czarne – klasycznie eleganckie. Ale to akurat dodatek.

Cena: ok. 140zł

 

  1. Urban Decay – Naked 3

604214919006_naked3

O tych paletach słyszałam albo wszystko co najlepsze albo rozczarowane głosy mówiące ,,paleta jakich pełno ale o 100zł droższa”. Ostatnio zaczęłam szukać w makijażu minimalizmu i przy pomocy niewielkiej liczby kosmetyków, chciałabym móc stworzyć makijaż na dzień i na wieczór. Stąd też moje zainteresowanie paletami do makijażu oczu. Jasne i ciemne cienie, matowe, satynowe i bardziej błyszczące – wszystko w jednej paletce. Cały zeszły rok wszędzie widziałam palety Urban Decay. Był też wielki tłum w perfumerii Sephora, kiedy okazało się, że jako jedyna ma tę markę na wyłączność. Poszłam więc i ja, choć już po pierwszym ,,boom” i postanowiłam wypróbować to cudo. Piękne odcienie w mojej ulubionej tonacji: pastelowe róże i świetnie dobrane do nich złoto/miedź i brązy. Oczyma wyobraźni widziałam niezliczoną ilość makijaży jakie mogę wyczarować taką paletką. Przemawia do mnie różnorodność wykończenia poszczególnych cieni: są i matowe cienie do użycia jako kolor bazowy, satynowe i bardzo roziskrzone, niemal perłowe. Dla każdego coś dobrego. Opakowanie też wydaje się solidne – nie wygląda na takie, które miałoby rozpaść się w mojej kosmetyczce po pierwszym tygodniu stosowania.

Cena: 239zł

  1. Guerlain – Meteorites Perles Iluminating Powder

m11931795_p1665011_princ_medium

 Czy jest ktoś kto nie słyszał jeszcze o tych słynnych perełkach? O tych perełkach, które robią ze skórą wszystko to czego ona potrzebuje? Ja przez długi czas żyłam w tej słodkiej nieświadomości ich istnienia, ale kiedy w końcu odkryłam, że tego typu kosmetyk istnieje, zaczęłam marzyć o tym by wypróbować go na własnej skórze. ,,Rozświetla skórę i tuszuje niedoskonałości” – tak mówi producent. Czy można chcieć czegoś więcej? Jeżeli dodamy do tego zniewalający zapach i absolutnie doskonałe opakowanie, które oczyma wyobraźni widzę na mojej wymarzonej toaletce to mamy kosmetyk doskonały.

Cena: ok 275zł

  1. Dior – Diorskin Forever

m12790929_344833_medium

Od podkładu oczekuję dobrego krycia, gdyż moja skóra usiana jest pajęczynkami moich naczynek i wolę je ukrywać. Lubię jednak kiedy podkład nie tworzy na twarzy maski i gwarantuje dobrą trwałość. Widząc dobrą opinię o tym podkładzie jaką podzieliła się Olfaktoria a w przypadku kosmetyków selektywnych jest moim guru, postanowiłam wpisać go na moją listę. Podkład, jak mówi producent dobrze kryje i utrzymuje się na twarzy cały dzień dając matowe wykończenie. Wzbogacono go w esencję mająca za zadanie redukować widoczność porów skóry. Niestety będąc w perfumerii w kwietniu, nie mogłam dobrać odcienia, gdyż wszystkie bardzo na mojej twarzy ciemniały (dopiero później okazało się, że jestem w ciąży i ciemnieją na mnie wszystkie podkłady, nawet ten, którego używam) więc muszę poczekać aż Maluszek postanowi przywitać się ze światem i zapewne wybiorę się z kolejną próbą dopasowania odcienia.

Cena: 229zł

                Lista kompletna. Nie mam więcej grzechów w planach lub jak kto woli marzeniach. Są to kosmetyki, o których słyszałam wiele dobrego, jednak to, że znajdują się one na mojej liście nie oznacza, że w przypływie chwili pobiegnę do perfumerii i zakupię je wszystkie. Dla mnie to trochę inwestycja – potrzebuję pewności, że akurat tego kosmetyku chcę w danej chwili spróbować. Z resztą po drodze mamy święta a jak wiadomo, św.Mikołaj lubi obdarowywać grzeczne dzieci (a dzieckiem chyba będę zawsze).

 A czy wy macie jakieś kosmetyczne grzeszki w planach? Może używałyście kosmetyków  z mojej listy ,,wish” i chcecie podzielić się swoją opinią czy warto? Piszcie w komentarzach.

 

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s